Motywacja po przerwie

Witajcie 🙂 Po pierwsze chciałam was bardzo przeprosić za długą nieobecność, była ona spowodowana moim dwutygodniowym wyjazdem w czasie, którego nie miałam dobrego dostępu do internetu więc nawet nie miałam możliwości wstawić nowych postów 🙂 Możecie pytać czemu w takim razie wcześniej nie zaplanowałam postów, może dlatego, że lubię pisać o aktualnych rzeczach 🙂

W każdym razie teraz już wróciłam, wakacje się już skończyły co mnie bardzo smuci bo w sumie to chciałabym wrócić do tych dwóch tygodni całkowitej beztroski, ale jak to się mówi „wszystko co dobre kiedyś się kończy”. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło bo mogę wrócić do pisania bloga i do moich tanecznych treningów, za którymi bardzo tęskniłam i bardzo mi ich brakowało. Wróciłam do Warszawy w piątek a w poniedziałek już pobiegłam na pierwszy trening i powiem wam, że było ciężko. Po wyjazdowym lenistwie nie chciało mi się wyjść z domu ale kiedy się udało nie żałowałam. Super było znowu znaleźć się na sali treningowej, spotkać moje ulubione dziewczyny z grupy, znowu się spocić i czuć to przyjemne zmęczenie po wyjściu z sali. Co prawda następnego dnia ciężko mi było podnieść się z łóżka przez zakwasy bo jednak długa przerwa zrobiła swoje, ale warto było. Na sali treningowej wcale nie było lepiej bo też zauważyłam, że lekko siadła mi kondycja ale to nie jest nic czego nie można odrobić. Ja wróciłam do moich ukochanych treningów, moja motywacja znowu wróciła i mam nadzieję, że wasze wakacje nie zmusiły was do zaprzestania robienia tego co najbardziej lubicie a tylko sprawiły, że miałyście dłuższą przerwę.  Ja wam życzę miłego weekendu i do zobaczenia wkrótce :*

 

Problem za małej wagi

Kiedy zastanawiałam się na tematem kolejnego postu tak sobie pomyślałam, że opowiem wam pewną historię, która może pomoże wam rozwiązać pewne problemy jeśli sami takie mieliście. Odkąd pamiętam byłam bardzo szczupła a jako dziecko wręcz bardzo chuda, miałam niedowagę i jadłam też niewiele. Byłam niejadkiem to prawda. W przedszkolu i w szkole podstawowej zawsze wysyłali mnie na różne badania z podejrzeniem anoreksji i zaburzeń apetytu. Wielu lekarzy radziło mojej mamie stosowanie jakiś produktów, które wzmocnią mój apetyt. Na całe szczęście moja mama nie posłuchała tych wszystkich uczonych lekarzy i szkolnych higienistek. Jeden, jedyny zaufany lekarz poradził, żeby nie próbowała w żaden sposób zwiększyć mojej wagi ani apetytu. Twierdził, że to przejdzie z wiekiem i udało się. Gdzieś w okresie gimnazjalnym nagle zaczęłam więcej jeść a moje ciało zaczęło się zmieniać jak to w okresie dojrzewanie. Co prawda do dzisiaj mam niedowagę przez to, że nadal jestem szczupła i wysoka, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Ja czuję się bardzo dobrze i  cieszę się wiedząc, że nie muszę wkładać specjalnego wysiłku w utrzymanie mojej sylwetki. W tej całej sytuacji najgorsze jest to, że dla wszystkich moich znajomych, którzy znają mnie z czasów podstawówki nadal jestem bardzo chuda, mimo, że to nie jest prawda. Chudzielec, patyczak – słyszałam to nie raz. Oczywiście nie jest to dla mnie obraźliwe, ale mimo wszystko męczy mnie łatka „chudzielca”. Jeśli wy macie, albo ktoś z waszych znajomych ma takie problem to jedyna moja rada to nie przejmować się tym. Ja cieszę się z tego jak wyglądam, podoba mi się to co widzę w lustrze i jak moje ciało się zmienia pod wpływem ćwiczeń. Wiadomo jak każda kobieta nadal znajdę w swoim ciele kilka rzeczy, które chciałabym zmienić, ale robię wszystko, żeby te drobne kompleksy nie przysłoniły całkowicie mojego punktu widzenia. Każdy ma jakieś kompleksy związane z wyglądem, ale zamiast zamartwiać się nimi lepiej zastanowić się jak można to zmienić, ale w sposób naturalny. Pamiętajcie, że za duży brzuch, płaską pupę, grube uda można zmienić. Zajmie to trochę czasu, ale za to satysfakcja będzie ogromna kiedy zobaczycie zmiany w waszym ciele. Wszystko jest do zrobienia, trzeba tylko chcieć i nie poddawać się.

 

Pokonać swoje bariery

Dzisiejszy wpis będzie z serii motywacyjnych, nie tylko dla wielbicieli fitnessu. Każdy z nas ma swoje wewnętrzne bariery, które powstrzymują nas przed robieniem kolejnych rzeczy. To wtedy słyszymy nasze wewnętrzne głosy mówiące „nie dam rady”; „tam jest za dużo ludzi”;  „nie jestem na to gotowy/a”; „innym razem”. Jestem pewna, że każdy z was słyszał takie głosy co najmniej kilka razy w swoim życiu. Jednak pojawia się pytanie jak na nie zareagowaliście? Posłuchaliście czy zwalczyliście ten głos? Jeśli wybieracie drugą opcję to gratuluję. Ja muszę wam się przyznać, że jeszcze kilka lat temu lista moich barier była tak długa jak rolka papieru toaletowego, ale nauczyłam się je pokonywać. Tak naprawdę każdy dzień zbliża nas do osiągnięcie takiego stanu, w którym będziemy mogli powiedzieć „Udało mi się. Jestem szczęśliwa/y. Jestem z siebie dumna/y.”

Oczywiście to nie stanie się z dnia na dzień, ale wiem, że ja jestem już na dobrej drodze. Nie ukrywam, że w moim życiu udało mi się to zrobić dzięki fitnessowi i mojej uczelni. Z tego co pamiętam to kiedyś wam wspominałam w jaki sposób moja uczelnia pomogła mi pokonać moje bariery, więc nie będę się powtarzać. Powiem wam jednak, że jeszcze kilka lat temu kiedy zaczynałam chodzić na zumbe nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wziąć udział w maratonie gdzie muszę ćwiczyć wśród kilkuset a nie kilku osób tak jak to zwykle bywa na sali treningowych. Potem przyszedł czas na Salsation i pojawiła się kolejna bariera i ściana. „Nie dam rady, to jest za trudne”. Okazało się, że to już nie jest takie oczywiste jak zumba, ale nie poddałam się. Teraz czuje się już pewnie na zajęciach i wiem, że każdy kolejny trening wzmacnia moją pewność siebie. Pamiętam jak na początku mojej przygody z Salsation brałam udział w warsztatach Ladies Latino i nie zdobyłam się na odwagę, żeby wziąć udział we wcześniejszym treningu Twerkout a dzisiaj? Dzisiaj biorę udział w tych treningach i to jeszcze w strefie Reeboka w złotych tarasach z dużą ilością gapiów. Jakiś czas temu na pewno bym się na to nie odważyła a teraz nie obchodzi mnie to. Nie ważne czy ktoś się na mnie patrzy czy nagrywa, robi zdjęcia. Ja robię swoje i sprawia mi to dużą frajdę i wywołuje uśmiech na mojej twarzy zlanej potem. Twerkout zauroczył mnie do tego stopnia, że nawet zastanawiam się nad zapisem na stałe zajęcia w klubie. Kto wie może skoro odważyłam się na twerkout to może za jakiś czas w końcu zdecyduje się na Pole Dance (może to być zaskakujące, ale naprawdę podoba mi się ten rodzaj sportu). Kto wie co się wydarzy, ale najważniejsze to starać się pokonywać swoje bariery. Zamieniać „nie dam rady” na „Uda mi się”, „to nie dla mnie” na „wszystko jest dla ludzi”. Poprzez pokonywanie swoich barier budujecie swoją pewność siebie i stajecie się silniejsi. Dlatego warto stawiać sobie nowe wyzwania i do nich dążyć.

158fa16d63c5a2f490cb3a3d849904f6-548x629

Wspomnienia z dzieciństwa

Zbliża się 1 września co oznacza,  że to już prawie koniec wakacji a przynajmniej dla wszystkich uczniów, którzy już niedługo znowu muszą iść do szkoły. Ja co prawda jestem już studentką, więc zostało mi trochę więcej wolnego czasu, ale ostatnio naszło mnie  na wspomnienia właśnie z lat szkolnych. Pamiętam, że kiedy chodziłam do podstawówki to zawsze przed rozpoczęciem roku  szkolnego jeździłam z mamą do sklepu, żeby zrobić szkolne zakupy: kolorowe zeszyty, flamastry, piórnik ( oczywiście co roku chciałam mieć nowy no bo przecież koleżanki mają nowe 😛 – skutkowało to tym, że teraz mam na dnie szafy torbę z kilkunastoma piórnikami i co z tego, że ich nie używam, ale szkoda wyrzucić.) Dodatkowo zawsze od babci, która wracała z sanatorium dostawałam nowe kolorowe długopisy. To był taki nasz mało rytuał, tak samo jak to, że  po każdym rozpoczęciu roku, razem z mamą i moimi znajomymi oraz oczywiście ich rodzicami chodziliśmy do pizza hut. To były czasy 😀   Prawda jest taka, że tak naprawdę to ciesze się, z mojego obecnego życia i tego, że jestem studentką. Jednak kiedy widzę w sklepie te wszystkie dzieci szukające nowych zeszytów i wahających się czy wybrać ten z pieskiem czy księżniczką albo samochodem to nachodzą mnie takie różne wspomnienia. W sumie to były dobre czasy 🙂 A czy was też nachodzą czasami takie wspomnienia? A może też mieliście takie rytuały? Jeśli tak i chcecie się nimi podzielić to zapraszam do komentowania 😀

Zmywanie hybryd

Początek nowego tygodnia, więc czas na nowy post. Dzisiaj będzie znowu o hybrydach a dokładniej o ich zmywaniu, ponieważ wiem, że to czasami może sprawiać problem. Szczerze mówiąc ja za pierwszym razem też się trochę tego obawiałam, ale zupełnie bez powodu. Oczywiście zajmuje to więcej czasu niż zmywanie zwykłego lakieru, ale jeśli ktoś lubi hybrydy no to nie ma innego wyjścia dlatego teraz pokaże wam jak to zrobić krok po kroku 🙂

  1. Spiłuj wierzchnią warstwę lakieru „top” z paznokci za pomocą pilnika albo bloku polerskiego. Ja akurat używam takiego z Semilac.2016-19-8--14-00-3114068152_1238530609503919_8136382309739833885_n
  2. Następnie na waciki nalewamy trochę acetonu (neonails) i owijamy nim paznokieć tak aby nasączona część dotykała płytki paznokcia i aby przytrzymać wacik nakładamy specjalnego klipsa, ja mam swoje z aliexpress, ale nie musicie mieć takich wymyślnych rzeczy 🙂 Wystarczy owinąć szczelnie każdy palec zwykłą folią aluminiową. Teraz wystarczy tylko czekać 10-15 minut.

    3. Po odpowiednim czasie zdejmujemy klipsy i waciki. Już powinnyście widzieć, że lakier ładnie odmiękł i schodzi z paznokcia. Pozostałe resztki lakieru ściągamy za pomocą drewniane patyczka lub specjalnego stripera. Robimy to delikatnie, żeby nie uszkodzić płytki paznokcia. Moja rada jest taka, żeby nie zdejmować klipsów od razu ze wszystkich paznokci tylko robić to pojedynczo.2016-19-8--13-57-454. Kiedy udało wam się już pozbyć lakieru z paznokci warto nałożyć na nie odżywkę i natłuścić skórki.2016-19-8--13-58-48To już wszystko na dzisiaj 🙂 Mam nadzieję, że ten post przyda się wam.

Miłego dnia :*

 

Omletowy zawrót głowy

Jako śniadaniowy freak nie mogę się powstrzymać i nie dodać kolejnego postu z tej serii. Ostatnio było o owsiance a dzisiaj czas na pyszne omlety. Przepis na omlety jest bajecznie prosty 🙂 Ja do 2-3 roztrzepanych jajek dodaję kilka łyżek jogurtu, trochę miodu do smaku i podstawowe ciasto na omlet gotowe. Potem smażę kilka minut na małym ogniu pod przykrywką (nie przekładam naleśników) i pyszne śniadanie gotowe.

Teraz przedstawię wam kilka moich propozycji na pyszne omlety:

13686690_1212897685400545_1996085164070858385_n Robimy omlet tak jak napisałam wcześniej i na gotowy omlet nakładamy serek mascarpone i świeże maliny. Mi niestety serek się trochę rozpłynął bo nałożyłam go na za ciepłego omleta ale smak i tak jest super 🙂

 

 

 

 

13669845_1212897705400543_1679783604650305582_n Tym razem do podstawowego przepisu na omlet dodałam trochę zmielonych płatków owsianych przez co omlet nie jest już taki sprężysty i ciężej go zdjąć z patelni, ale jak już się uda i udekoruje ulubionymi owocami to naprawdę jest pyszny i zdrowy 🙂

 

 

 

 

13718745_1212897718733875_4944528672911901851_nTym razem naszła mnie ochota na czekoladowy omlet więc do podstawowego przepisu dodałam łyżeczkę kakao i kilka drobno pokrojonych wymieszanych z cynamonem jabłek. Jeśli tak samo jak ja jesteście fanami czekolady to ten przepis jest własnie dla was.

 

 

 

To wszystko na dzisiaj 🙂 Życzę wam miłego dnia i jeszcze lepszego weekendu, który zbliża się wielkimi krokami. Mam też nadzieję, że moje propozycje przypadły wam do gustu 🙂

39 lat temu…

Jako fanka rock’n’rolla nie mogłam nie poświęcić chwili na napisanie dzisiejszego, specjalnego posta poświęconego absolutnej legendzie muzyki. Dokładnie dzisiaj, 39 lat temu (16.08.1997r.) straciliśmy wspaniałego artystę – Elvisa Presleya. Jego śmierć była szokiem dla wszystkich jego fanów oraz wszystkich, którzy znali go osobiście. Do dzisiaj jest on jedynym Królem Rock’n’Rolla i myślę, że nawet osoba, która nie słucha tego typu muzyki wie kim był Elvis. Absolutny muzyczny fenomen, który zrewolucjonizował światową muzykę. Jeden z najwybitniejszych artystów, który do dzisiaj ma miliony fanów na całym świecie i pewnie tyle samo naśladowców i fanów dla których zarówno on jak i cała jego muzyka jest wielką inspiracją. (Nie trzeba szukać daleko wystarczy zerknąć na mój wcześniejszy post o The Baseballs :D)

Jestem pewna, że Król jest dumny z tego, że ma tak oddanych fanów dla których jest inspiracją ❤ Long live the King ❤

mbdfothec018h_a_p

Na zakończenie mam dla was jeden z moich ulubionych filmików koncertowych gdzie widać, że nie był on tylko świetnym piosenkarze i muzykiem ale też człowiekiem o dużym dystansie do siebie i z poczuciem humoru 😀 (Jeśli podgląd nie działa wystarczy kliknąć tutaj –> 🙂) oraz chłopaków z The Baseballs wykonujących jeden z przebojów Króla- Big hunk o’love ❤ (Big hunk o’love)

Miłego wieczoru :*

Hit me baby one more time…

Jeśli czytaliście moje poprzednie posty to pewnie zorientowaliście się, że jestem fanką zespołu The Baseballs, który robi rock’n’rollowe covery współczesnych przebojów 🙂 Jeśli wy też jesteście fanami takiej muzyki to zachęcam was do przesłuchania ich muzyki bo naprawdę warto 😀 Wystarczy wpisać nazwę zespołu na Youtube i gotowe 🙂

Po 2 letniej przerwie od wydania ostatniego albumu chłopaki wracają z nową płytą, która będzie miała swoją premierę już 9.09 🙂 Tym razem będzie to płyta pełna coverów tak jak to było na początku ich muzycznej kariery. Będziecie mogli znaleźć tam przeróbki takich hitów jak: Let’s talk about sex, I believe I can fly, Wannabe, You raise me up czy cover piosenki Britney Spears – Baby one more time, którego już teraz możecie posłuchać w całości i zobaczyć najnowszy teledysk, który w piątek miał swoją premierę 🙂 Aby go zobaczyć wystarczy kliknąć w link poniżej lub jeśli nie działa to tutaj –> Baby one more time

Remember me

Dzisiejszy post będzie trochę inny, niż te, które publikowałam tutaj do tej pory. Nie będzie tutaj żadnych motywacji fitnessowych, przepisów ani nic o tańcu. W sumie do napisania tego postu nakłonił mnie film, który wczoraj obejrzałam – „Remember me” (polski tytuł – Twój na zawsze). Wbrew pozorom nie będzie to recenzja tego filmu ani nie mam zamiaru mówić czy powinniście go obejrzeć czy nie. Chciałam tylko podzielić się z wami przemyśleniami na ten temat i moich odczuciach po filmie.

To co jest najważniejsze to to, że po obejrzeniu filmu przez kilka minut rozmyślałam nad moim życiem i chyba teraz zaczęłam je bardziej doceniać. Dla osób, które nie oglądały tego filmu w bardzo dużym skrócie jest to historia miłości dwójki młodych ludzi buntownika Taylora i Ali – córki policjant. Oczywiście podparta jest ona rodzinnymi problemami i dramatami, jak to z reguły bywa w takich filmach. Pomimo tego, że fabuła filmu może się wydawać dość oklepana i nawet nudna ja jednak tak nie uważam. Według mnie ten film i problemy w nim poruszane mają duże i głębsze znaczenie. No bo w końcu żyjemy w świecie w którym pełno jest życiowych dramatów. Jedni ludzie się kochają, potem kłócą, inni padają ofiarą prześladowań tylko dlatego, że mają inne zainteresowania a jeszcze inni tak bardzo zajęci są swoją pracą, szkołą, że całkowicie nie dostrzegają swoich bliskich i nie wiedzą jak bardzo ich krzywdzą. Często żyjemy w biegu i nie doceniamy tego co nas otacza. Przejmujemy się głupstwami, wkurzamy o jakieś mało istotne rzeczy i kłócimy się z rodzicami/przyjaciółką/partnerem o tak przyziemne i mało istotne sprawy tym samym marnując czas, którego na pewno nie mamy w nadmiarze. Wiadomo, że bywają takie dni kiedy mamy zły nastrój i mamy poważne problemy bo życie nie jest idealne. Jednak może czasami warto, mimo wszystko postarać się nie wywołać kolejnej kłótni, nie zdenerwować się, że kolejny dzień w tygodniu musimy wstać do pracy albo znowu uciekł nam autobus.

James Dean powiedział „Dream as if you’ll live forever, live as if you’ll die today” i według mnie jest w tym sporo prawdy. Może to co teraz powiem jest pesymistyczne, ale tak naprawdę każdego ranka wychodząc z domu nie mamy pewności czy do niego wrócimy, nie wiemy czy ta kłótnia z koleżanką nie będzie ostatnią bo już jej więcej nie zobaczymy. Życie czasami jest nie przewidywalne. Zapewne tak było też 11 września 15 lat temu. Bo tak właśnie kończy się film 11 września 2001 – dla wielu ludzi był to zwyczajny dzień, który zaczął się zwyczajnie. Dzieci poszły do szkoły, rodzice do pracy, przyjaciele żartowali jedząc śniadanie, każdy żył swoim życiem i nikt nie przypuszczał, że to właśnie ten z pozoru zwyczajny dzień przyniesie tak tragiczne w skutkach wydarzenie. Dlatego uważam, że życie jest za krótkie na narzekania, bezsensowne kłótnie i chowanie długo urazy do kogoś. Starajmy się cieszyć życiem, które mamy, nawet jak nie jesteśmy z niego zadowoleni, ja na pewno tak zrobię 🙂

Miłego i pozytywnego dnia wam życzę 🙂